Zaczęło się w podstawówce, najpierw był płacz, a raczej łzy w oczach. Jak trzeba było na coś odpowiedzieć, a się nie wiedziało to pojawiały się łzy w oczach. Potem przerodziło się to w czerwienienie tak to pamiętam.
Cała twarz robiła się czerwona czy to kiedy trzeba było na coś odpowiedzieć, przeczytać, nie mówiąc już o wystąpieniach publicznych, jakichkolwiek wystąpieniach. Tak to trwało, najgorsza to chyba była lekcja muzyki już w gimnazjum. Nie umiem śpiewać, a co dopiero śpiewać na środku klasy jakieś wymysły. Dziś kiedy słyszę tę piosenkę gdzieś przypominam sobie te lekcje. Zaczęto się wyśmiewać, teksty typu burak itd. Chyba nie było wiele dni bez czerwienienia. Każda chęć odezwania była tłumiona, bo jeszcze się zaczerwienie. Najgorsze jest kiedy wszyscy się patrzą. Jeszcze jedna sytuacja, która przychodzi na myśl to już liceum. Próba na środku klasy przed apelem. Tak, tak wystąpienie na hali przed szkołą, ale tylko znów śpiewanie w kilkanaście osób więc nie było tragedii czy nawet czerwienienia, bo było słychać wszystkich, a nie tylko mnie. Wracając do próby. No to teraz tylko panowie. Fajnie, panów tylko kilka w klasie na dodatek żadnego obok mnie. Wydaje się że słyszę tylko siebie. Cały czerwony wracam do ławki. Spoglądam na jedną z rąk, a ona cała czerwona od krwi. W tym stresie mając założoną dłoń na dłoń nieświadomie kciukiem przejeżdżałem sobie po dłoni na tyle mocno jak się okazało że zrobiłem długą na kilka centymetrów szramę, blizna choć już mało widoczna została do dziś...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz